0

Być tatą… córek – czyli co to znaczy być prawdziwym ojcem?

Spotkaliście się kiedyś z takim twierdzeniem, że jak dziadek ma wnuczkę a nie wnuka to jest mężem babci, a nie dziadkiem? „Prawdziwym” dziadkiem zostaje dopiero, gdy ma wnuka. Spotkałem się też z odwrotnym twierdzeniem, dotyczącym „prawdziwej” babci. Czy to porzekadło, lub jak też niektórzy twierdzą, zabobon, dotyczy tylko dziadka, czy przekłada się też na bycie ojcem? Czy „prawdziwym” ojcem jest się tylko wtedy, gdy ma się syna? 

To zależy…tak naprawdę tylko od ojców.

Ojcostwo – oczekiwania a rzeczywistość

W pradawnych czasach, gdy nie miałem jeszcze dzieci i żony (😊), moim planem było posiadanie trójki dzieci (w tym jednego adoptowanego), składających się oczywiście z synów i być może jednej córki, tak dla odmiany. Mój plan praktycznie w pełni się zrealizował, z tą różnicą, że mam… same córki. Gdzieś z tyłu głowy zaczęły chodzić myśli o tym, że nigdy nie będę miał syna, że nigdy nie zrealizuję się w roli „prawdziwego” taty. Z perspektywy czasu widzę jak płytkie i zupełnie bezzasadne to były myśli. Posiadanie córek stało się moją największą przygodą, której w pełni mogę się zrealizować jako tata. 

Kiedyś, rozmawiając z moim teściem (który nota bene też miał same córki), słyszałem od niego, że posiadanie córek to było coś najlepszego co w życiu mogło mu się przytrafić. Wtedy myślałem sobie, że pewnie tak mówi, bo co ma powiedzieć (sorry Tadeusz, tak było 😊). Myślałem, że pewnie wolałby mieć też syna, z którym będzie mógł robić jakieś naprawy w domu albo cięższe prace w ogrodzie. Który będzie mu pomagał w cięższych sprawach. No bo przecież córki tego nie zrobią. 

Dziewczynki też grają w piłkę nożną! Czyli wychowanie córek a stereotypy

Córki zmieniły diametralnie moje podejście do życia i do ich wychowywania. Stwierdziłem, że dlaczego miałbym rezygnować ze stereotypowo „męskich” zabaw, tylko z tego powodu, że mam córki. Czy naprawdę mam się ograniczyć tylko do zabaw domkiem dla lalek (co oczywiście też robimy i bardzo fajnie spędzamy przy tym czas)? Pamiętam jak Helenka pewnego dnia, powiedziała, że marzy jej się „prawdziwa” piłka do grania w „nogę”. Sama wskazała, że bardzo lubi grać z chłopakami w piłkę podczas w-fu i chciała sobie też pograć w domu. Pędem więc wsiadłem do samochodu, pojechałem do sklepu sportowego i kupiłem piłkę. Nie była jednak w standardowym kolorze, tylko ciemno fioletowym, ale to ze względu na to, że akurat leżało dużo śniegu (tak, był to jeden z tych nielicznych białych dni). Gra w piłkę nożną na podwórku nagle okazała się jedną z najlepszych zabaw. Była też świetną okazją do aktywności fizycznej na podwórku zimą. Ubieraliśmy się w sportowe bluzy, zakładaliśmy czapkę i szalik i wychodziliśmy na pół godziny na dwór. Ćwiczyliśmy dryblowanie, omijanie przeszkód, a potem robiliśmy meczyki 1 na 1. Wracaliśmy do domu zgrzani i pozytywnie zmęczeni. Bieganie w śniegu męczy podwójnie.

Czy na samej grze się skończyło? Czy urodzenie się córek nagle miałoby spowodować, że mecze będę mógł oglądać już tylko w telewizji i to nie zawsze? Ależ skąd! Wspólne wyjścia na mecze są jedną z najfajniejszych atrakcji. Pierwszy raz byłem z córką na meczu, gdy miała…4 lata. Do dziś pamiętam, jak siedziała przejęta na trybunach i jeszcze przed meczem zaczęła skandować głośno okrzyk klubowy, gdy na trybunach była jeszcze cisza 😊 Nie wspomnę, jaka duma mnie wtedy rozpierała, tym bardziej, że to wyszło z ust dziewczynki. 6 lat później, na trybunach dołączyła do nas kolejna córka. Mamy więc naszą rodzinną tradycję. I doskonale wiedzą, co to jest spalony.

U nas nie ma podziału na męskie i kobiece zajęcia – równouprawnienie zaczyna się w domu

Nie wokół samej piłki nożnej kręci się świat. Istotne jest też co razem oglądamy, czym się bawimy czy też to co w domu robimy. Helenka, ale pomału też i Marysia  pomagają w zadaniach domowych, które kiedyś myślałem, że są przeznaczone raczej dla męskiej części rodzinny, ale teraz widzę, jak niesamowicie się myliłem. Dziewczyny razem ze mną malowały domek na placu zabaw, sprzątają na podwórku, grabią liście, przybijają gwoździe (tu jednak bardziej Helenka niż Marysia :D- jeszcze) i robią w sumie wszystkie zadania bez podziału na te bardziej kobiece i bardziej męskie. 

Jako, że jestem swego rodzaju nerdem, najstarsza córka jest już po całej sadze Gwiezdnych Wojen, a Chewbacca jest jedną z jej ulubionych zabawek w pokoju. Szczególnie, że wydaje z siebie swój charakterystyczny ryk. Nie wspomnę o euforii, gdy okazało się, że „już” za 6 miesięcy będzie kolejny sezon Wiedźmina, gdzie w końcu będzie mogła dowiedzieć co stało się z jej Ciri (Sapkowski do czytania jest jednak jeszcze zbyt trudny). Z kolei młodsze dziewczyny na prezent gwiazdkowy nie otrzymały kolejnych lalek (czy, o zgrozo, zabawkowych zestawów do sprzątania), tylko zestaw bazy księżycowej z promem kosmicznym oraz bazę policyjną i osobno wóz strażacki. To było niesamowite patrzeć, jak wszystkie dotychczasowe lalki i ich domki, poszły zupełnie w odstawkę, a ich miejsce zajął wyjący wóz strażacki, czy astronauci, próbujący wydostać z krateru statek kosmiczny, który tam utknął. 

Dzięki córkom, odmieniłem zupełnie swoje podejście do tego, jak wydawało mi się, że będzie wyglądało ich wychowanie. Co więcej odmieniłem, całkowicie swój światopogląd, albo inaczej – zacząłem zwracać uwagę na sprawy, które wcześniej mnie specjalnie nie interesowały. Teraz bowiem jestem odpowiedzialny za przyszłe życie tych wspaniałych młodych kobiet, za to kim w przyszłości zostaną i jak bardzo będą świadome swojej wartości. 

Feminista, tata córek – oto kim jestem

Parę lat temu zobaczyłem hasło: „real men are feminist”. I myślę, że to bardzo dobrze oddaje mój punkt widzenia. Zawsze bolało mnie to, gdy widziałem w jaki sposób kobiety są niedoceniane, szczególnie, gdy według niektórych „zajmowały się tylko domem”. Niewielu widziało wtedy, że takie „zajmowanie” się, albo jeszcze gorzej – „siedzenie w domu”, było de facto niekończącą się pracą, za którą nie otrzymywało się wynagrodzenia, a można było co najwyżej liczyć na łaskę tego, kto ten dom „utrzymuje”. Taka praca nie kończyła się też o godz. 16:00, tylko trwała, aż do położenia się do łóżka. Chyba już te obrazy budowały we mnie postawę feministyczną. Uznawałem to za skrajną niesprawiedliwość. Mimo, że byłem chłopcem to chciałem zmywać naczynia, czy wykonywać inne prace, które stereotypowo nie były dla chłopców przeznaczone. 

Dzisiaj, chcę żeby moje córki widziały, że ja, jako tata, jako mąż, nie „pomagam” w domu, sprzątając łazienki, ładując zmywarkę, czy myjąc lustra. Chcę żeby widziały, że to są również moje obowiązki domowe, a nie obowiązki mamy, w których ja tylko „pomagam”. Chcę żeby widziały, że te obowiązki nie mają przypisanej płci.

Jestem tatą czy mężem mamy?

Odpowiadając więc na pytanie, czy jestem tatą, czy mężem mamy, czuję się wewnętrznie pełnoprawnym tatą. Moje córki wyzwoliły we mnie niesamowite pokłady energii i zaangażowania. Mam wrażenie, że wielu mężczyzn słysząc o feminizmie, traktuje to jako coś wymierzone przeciwko nim. Że to ruch, który faworyzuje kobiety kosztem mężczyzn. Nie widzi w tym szansy na to, żeby tworzyć udane związki, pełne szczęścia i wzajemnego zrozumienia i szacunku. Że dzięki temu tworzą się zdrowe i równoprawne relacje w miejscach pracy. Że wspierając i doceniając kobiety w ich  realizacji możemy żyć w znacznie lepszym świecie. 

Jestem tatą córek i jestem z tego powodu bardzo dumny. Wyciągamy szaliki, bo za pół godziny mecz 😉

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Być tatą… córek – czyli co to znaczy być prawdziwym ojcem?”

  1. Szmytek pisze:

    Siema Piotrek!!! Moge coś powiedzieć w tym temacie , gdyż sam mam 2 córki, mam jednak też syna. Bycie ojcem, kumplem i przyjacielem dzieci to najwspanialsze co może być na świecie. Podzielę się moim ojcowskim doświadczeniem co do wychowania dzieci. Gdy urodził nam się syn miałem takie same ” marzenia , o których pisałeś u siebie , czyli sport , piłka, sport , taniec . Sam wiesz, że sport w mojej rodzinie to norma. No i co… ” moje marzenia to nie marzenia mojego syna . Zapisałem go na piłkę , pograł 3 miesiące, zapisałem na taniec … pochodził miesiąc. Robiąc to widziałem jak się męczy. Przestałem nalegać i ukierunkowywać go na to, co ja lubię. Zapytałem wprost co chciałby robić, powiedział jednak, że nie wie. Ogólnie sport nie za bardzo mu się podobał. Zaczął grać na ukulele ( muzykę kocham więc to też dobry kierunek). Od 3 miesięcy chodzi na Brazylijskie Jiu Jitsu , póki co jest zachwycony. Co do dziewczyn ( Amelka 7, Oliwka 5 ) to one lubią sport , gimnastykę, taniec, fitness . Ich nie muszę namawiać, to one wyciągają mnie żeby ćwiczyć . Co do obowiązków w domu staramy się wszyscy dbać o porządek wokół siebie. Mama to nie służąca. Mamy firmę sprzątającą więc niektóre rzeczy jak sprzątanie łazienki czy mycie okien robię lepiej od żony 😉 . Powiem jednak, że ona mnie tego nauczyła, a raczej ja chciałem się nauczyć żeby wspólnie dodać o nasz dom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Zobacz inne artykuły:

Czym jest PINTO?

Pinto - czym jest PINTO? Dobre pytanie ? Od samego początku kiedy myśleliśmy nad powstaniem…

Przeczytaj
wyjazd na camping z dziećmi

Camping z dziećmi – jak się przygotować?

Rodzinne wakacje w formie campingu z dziećmi to niezapomniana przygoda! Warto postarać się, żebyście zapamiętali…

Przeczytaj

Najlepsze książki dla dzieci i rodziców od Natuli

Książki dla rodziców, którzy cenią naturalne i niezależne rodzicielstwo. Książki dla dzieci, które chcą radośnie…

Przeczytaj
PINTO Wear fanpage
Grupa Girls of Pinto
PINTO Wear
Kanał Girls Of Pinto